środa, 2 sierpnia 2017

A w dupie ze światem

Zastanawiam się czy trzeba być cały czas monotematycznym, ale doszłam do wniosku, że jeśli chcę, to moge coś zmienić. Dlaczego rzadko cokolwiek w moim życiu podlega hmmm... pewnej transformacji?
Strach.
Strach przed opinią innych, przed ich spojrzeniami, a nawet myślami.
Dlaczego człowiek zazwyczaj stoi w miejscu, pomiomo że z całych sił pragnie zmiany?
Przez ten mały
cichy
a jednak decydujący głosik, który szepcze i za razem krzyczy odbijając się echem w naszej głowie.
"A co jeśli ktoś cię skrytykuje? A co powiedzą znajomi, przyjaciele, a jeśli cię wyśmieją? A co jeśli spojrzą na ciebie krzywo, jak na wariata, odmieńca? A co jeśli pomyślą sobie, że jesteś obłąkana? ( Co ten człwoiek wyprawia, po chuj mu jakieś dziwaczne zainteresowania, po co on to robi, by się popisać, zwrócić na siebie uwagę, głupota, totalna g ł u p o t a) A jeśli ludzie nie będą z ciebie zadowoleni? Nie będą cię lubić, rób tak aby wszysycy ciebie zaakceptowali.)"
Ten cichy
cholerny
zdradliwy głosik.
Whrrr nienawidze go, chyba żadna osoba na świecie mnie aż tak nie irytuje.
Zawsze jak chciałam coś zrobić, powiedzieć, to pierwsze co przychodziło mi do głowy, to właśnie słowa tego głosiku. Przez to, nie ubieralam się jak chciałam, nie mowiłam tego co myślałam, potulnie kiwałam głową po każdym usłyszanym od innej osoby stwierdzeniu (może jak się z kimś zgodzę i mu nie zaprzeczę to mnie polubi?). Nawet jeśli miałam odmienne zdanie to zaraz zaaaraz, po co zaczynać dyskusję, a jeśli ją przegram? Jeśłi okaże się głupsza od tej drugiej osoby i przez następne trzy dni nie będę mogła spokojnie zasnąć, gdyż co wieczór przed snem, zacznę rozpamietywać swoją porażkę? Nie, nieeee... ludzie lubią gdy się z nimi zgadzasz, ponieważ czują, że triumfują. Uwielbiają poczucie wyższości nad osobami zbyt nieśmiałymi i wystraszonymi, czują się jak młodzi bogowie. To nie jest nic złego, Ale jeśli jest się taką osobą, i odczuwa życiową porażkę przez ten styl dostosowania społecznego, to niech wbije przez drzwi frontowe do swojego umysłu, poszuka tego Cholernego Głosiku i krzyknie mu prosto w twarz "w y p i e r d a l a j, to mój dom, moja głowa, mój świat, moje życie, mam prawo o nim decydować". Ze strachu nie piśnie nawet słówka, a jeśli okaże się, że ukrył sięgdzieś w jakimś ciemnym zakątku, to wystarczy ignorować. Poczuje się wtedy niechciany i zniknie jak duch. Tylko trzeba tego chcieć. I już. Sama jeszcze tego nie zrobiłam, ale
chcę, i jeszcze tego dokonam.

Kurde tak się rozpisałam, że wyszedł z tego jakiś pseudo motywacyjny post. No nic, co moge powiedzieć... jestem na fali. Wyobraźcie sobie wburzone morze, raz woda się unosi,a raz upada. Ja teraz jestem na wysokości, podniosłam się z samego dołu i dosięgłam szczytu, jestem totalnym przeciwieństwem emocjonalnym  tego co było 2 miesiące temu. Niby dobrze, ale niestety nadmierny optymizm może szybko się wyczerpać, przez co znów mogę upaść na samo dno. Dlatego moim celem jest stać się spokojnym morzem, bez ogromnych fal, piany morskiej, tylko błękitne niebo i nietknięta tafla wody, w  której wzystko odbija się jak w lustrze.

Chcę być spokojnym morzem, nietkniętą taflą wody, lustrem, w którym obija się bezkresne piękno wszechświata.

2 komentarze:

  1. Z Głosikiem znam się bardzo dobrze. To część mojej osobowości. Chciałabym ogłuchnąć na jego wołanie, ale tak się chyba nie stanie. Świetne porównanie z morzem. Końcowe zdania to sobie chyba drukne na tablice motywacyjną.
    Kochanie, najważniejsze że chcesz się zmienić! Wielu ludzi nie widzi swoich wad i trwa w beznadziejnej sytuacji. Często przez te wady cierpią inni. Warto pracować na swoją osobowością, by inspirować innych do bycia lepszym człowiekiem.
    Ściskam, jestem z Tobą!

    OdpowiedzUsuń