poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Popiół

Idę ze słuchawkami na uszach kompletnie izolując się od otaczających mnie ludzi i ich rutynowych nonsensów. Zatracając się w swoim własnym świecie, niepojętym i niedostępnym dla innych, odciętym od kruchej rzeczywistości. Jesteśmy prochem przybierającym różne kształty, nietrwałym, nieuchronnym od wszelkich uderzeń, czy to słabszych czy silniejszych. Rozsypujemy się przy byle wietrze, który zabiera nas ze sobą. Wiatr, który jest powiewem setek ulotnych dusz, zbyt dumnych aby odejść, zbyt słabych aby powstać. Jesteśmy popiołem, szarym jak nasza rzeczywistość, już dawno strawił nas ogień, teraz tylko ścielimy tę ziemię, która się nami żywi, jak niegdyś ta gorąca czerwień. Upadamy pod ciężarem naszych bezsensownych myśli, są zbyt słabe i naiwne, ale wystarczająco ciężkie, aby nas przygnieść,  żebyśmy byli przytwierdzeni do gruntu, po którym tak twardo stąpamy od wielu lat. Jesteśmy wykraczającymi poza logikę istotami, pełnymi sprzeczności oraz nie pasujących do siebie elementów. Nie jesteśmy jak puzzle, jak jakaś gra posiadająca zasady, nic nie ma większego wyjaśnienia. Nasze ciało jest lekkie jak popiół, a nasze myśli ciężkie jak kamień. Gdyby nie one, nie byłoby wiatru, który jest ucieczką jak i piekłem na ziemi. Gdybyśmy byli jedynie prochem tworzącym nasz świat i nas samych, będącym gruntem, niby twardym, jednak delikatnym, co przetrwał wytrwale tak wiele,  ale potrafiącym ulotnić się tak szybko jak czas. Nie ma myśli, ustaje wiatr, jednak czy to nie on jest podstawą naszej chorej egzystencji? Z prochu powstałeś, w proch się przemienisz…


Tutaj nikt nie jest normalny.










sobota, 8 sierpnia 2015

Noc, strach, horrory i muzyka :)

Wokół mnie panuje namacalna ciemność. Gdzieniegdzie dostrzegam niewyraźne kontury stojących bądź wiszących przedmiotów. Dzięki małej, świecącej czerwonej kropce rozpoznaje czarniejszy od czerni telewizor na przeciwko mnie. Na ścianie po prawej stronie zawieszone są dwie drewniane maski przywiezione prosto z Chin. Przedstawiają dwie tajemnicze kreatury z wyłupiastymi oczyma oraz białymi, obnażonymi zębami. W nocy zdają się być jeszcze bardziej upiorne niż za dnia, gdyż z niewiadomych mi przyczyn rysy i kolory ich wielobarwnych twarzy zdają się być jeszcze bardziej wyraziste. Za mną co chwile miga pomarańczowa lampka zapalająca się za każdym razem, gdy się ruszę.  Czasami boje się, że zacznie świecić gdy będę kompletnie bez ruchu, ale co to będzie oznaczać? Te pytania przepełniają mnie niepokojem.

 Znowu za oknem rozbłyska przeraźliwe jasne, białe światło. Burza, to chyba dzięki niej znów piszę. Tylko czemu kiedy ona przychodzi zawsze muszę być sama? Boje się, ciemności i tego co ze sobą niesie, coś niezbadanego, kolejne pytania, koniec i początek, a kto wie, może i odpowiedzi? Mi daruje w prezencie strach.
Słuchawki mam na uszach. Czasami zdaje mi się, że słyszę niepokojące dźwięki, głosy. Co chwilę przez moją niewyjaśnioną paranoję zdejmuje je z uszu. Przysłuchuję się pustej ciszy, która mnie przygniata przez co czuję dziwne napięcie w powietrzu. Nie mogę się rozkoszować  głośniejszymi dźwiękami muzyki, na zmianę puszczam sobie Green Day i Sum 41, moje dwa nowe zauroczenia. Tylko one potrafią mnie rozluźnić w zaistniałej sytuacji.
"Donnie Darko" - Jake Gyllenhaal, mój ulubiony aktor <3 ( i ulubiony film)
Ostatnio byłam z koleżanką na horrorze "Szubienica". Oczywiście nie przepadam za tym gatunkiem, ponieważ jest on gatunkiem zagrożonym, bliskim wyginięciu. Tak naprawdę dzisiejsze horrory są składankami wszystkich chwytów ze starych filmów, w dzisiejszych czasach trudno o oryginalność o jaką było łatwiej 30, 40 lat temu. A film? Poszedł w ślady dobrze znanego "Paranormal Activity" bądź jego poprzednika, który był pierwszym tego typu filmem "Blair Witch Project" Wszystko zostało nagrane kamerą trzymaną przez aktorów, choć czasami nawet przerzucali się na telefon ze słabym fleszem.
Ale dość o tym. Ostatnio zauważyłam, że przestałam się bać na horrorach. I nie chcę teraz pisać o tym jaka to ja jestem świetna, odważna i w ogóle, po prostu mnie to trochę dziwi i próbuję się doszukać powodu. Zamiast się wzdrygać i zakrywać oczu ręką patrzałam i śmiałam się, jak to twórcy filmu nieudolnie próbują mnie przestraszyć. Zaczynam chwilami tęsknić za tym niewinnym strachem wywołanym bez powodu. Wolałabym go o stokroć bardziej od tego, który pojawia się każdej nocy, w ciemnym, niezbadanym pomieszczeniu, po którym co chwilę się rozglądam.
Przyznaje się, że uwielbiam, ubóstwiam filmy jak i książki, które czytam jak wariatka, a filmy, które oglądam jak ogłupiała. Mam "nawet" konto na filmwebie od chyba 2 lat ;)
Więc może ten brak strachu wywodzi się z niegdyś nałogowego oglądania horrorów? Kiedyś miałam taki okres w życiu, że co chwile oglądałam jakiś film zaczynając od dobrego i starego "Koszmaru z Ulicy Wiązów" a kończąc na dobrze znanym "The Ring". Może z czasem nauczyłam się tych dzisiaj już tanich sztuczek, na które wciąż ludzie się nabierają. Heh, nie wiem szczerze, szkoda mi trochę, bo nie mam już tej "frajdy" z oglądania tych niskobudżetowych filmów, chyba że jakiś obroni się dobrą fabułą, nakręceniem bądź znośną grą aktorską, która w filmach tego pokroju jest nie lada wyczynem. ( Przed chwilą poczułam jak mnie coś dotknęło w szyję, ale no cóż, spróbuję zignorować ten fakt poza tym, że gwałtownie się odwróciłam i zapaliłam światło. CHYBA NIE ZASNĘ. Jeszcze jakiś kot miałczy mi pod oknem, a kuny wariują na poddaszu, chyba zwariuje)
Okejj… poza tym, że ten post jest bez składu i ładu, w ogóle taki nieogarnięty to jestem w sumie dumna, że w końcu coś napisałam :) (przy okazji napiszcie czy chcecie kontynuacji tego opowiadania o Ninie i Lenie jeśli dobrze pamiętam)

      
Tutaj nikt nie jest normalny.

sobota, 20 czerwca 2015

Życie to nie bajka- rozdział 2 (Luna)

2.Luna
Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ponieważ w moim gronie nie ma wielu ludzi z takimi problemami ( właściwie nikogo nie ma poza Niną). Nie wiem, czy mam tolerować jej picie, czy negować. Po części powinnam to zrozumieć, w końcu alkohol dla wielu jest ucieczką, ale po części denerwuje mnie to. Może i ludzie topią w nim swoje smutki, aż udaje im się je utopić, ale przy tym umierają razem z nimi, czy słusznie?
Alkohol zawsze mnie odpychał, zawsze odpychali mnie ludzie dławiący się własnymi wymiocinami kiedy za dużo wypili. B e z s e n s u.
Nina... jednak mimo wszystkich moich uprzedzeń, kiedy widzę ja śpiącą na mojej kanapie, bladej i nieruchomej, jakby wyzionęła ducha czuje jedynie smutek i troskę. Żal, dlaczego musiało ją to spotkać, młodą, głupią, która jeszcze zanim się to wszystko stało nie radziła sobie z życiem. To jakby rozerwać do końca podartą kartkę, jak zburzyć wcześniej popękany mur, jednak kto wie, może był już przedtem zburzony, a teraz pozostał po nim jedynie pył? W takim razie, czy ten pył jeszcze tam jest, czy wiatr zdążył go zabrać?
Siedzę na balkonie. Zostawiłam otwarte drzwi, aby wpuścić do pokoju trochę świeżego powietrza, a po części, by usłyszeć, czy może Nina się nie obudziła. Widzenie jej przez szybę mi nie wystarczało, zawsze gadała przez sen.
Obserwowałam ciemne chmury, które powoli płynęły po niebie przysłaniając to coraz większy jego skrawek. Burza. Głęboko nabrałam powietrza do płuc. Było wilgotne i dało się wyczuć w nim napięcie oraz oczekiwanie na deszcz. Przed deszczem zawsze pięknie pachnie.
Od kiedy pamiętam, zadziwiał mnie kontrast pomiędzy szarymi chmurami a zielenią drzew. Słońce nasycało cały świat barwami, przez co kolory były jeszcze bardziej wyraziste, wyostrzone. Liście drzew na tle pochmurnego nieba były niezwykle soczyste.
Napawałam się tym widokiem póki nie usłyszałam cichego jęku. Odwróciłam się napięcie, a mój wzrok padł na Ninę, która właśnie się przeciągała.
Wstałam otrzepując spodnie i weszłam niemalże bezszelestnie do pokoju. Bałam się, iż to fałszywy alarm, więc na wszelki wypadek starałam się robić jak najmniej hałasu. Przyglądałam się Ninie, która drapiąc się w nos westchnęła.
-Gdzie ja do chole...- nie dokończyła. Jej twarz przybrała poważny wyraz i na chwilę znieruchomiała. Otworzyła oczy, jednak moje przeczucie mówiło mi, że ona chyba nadal śpi. Wzrok miała nieprzytomny, jednak dostrzegłam w nim coś jeszcze, coś co kazało mi się mieć na baczności, a zarazem nie robić nic, co by mogło wywołać niepotrzebne konfrontacje.
Stałam nad nią niepewnie, nie wiedząc co do końca począć. Kiedy minęło kilka chwil zaczęłam się denerwować. Co się dzieje do cholery?
-To nie może być o n a...- wyszeptała cicho.- Niemożliwe...gdzie jestem?- wypowiedziała te słowa tak cicho, że ledwo co zrozumiałam ich znaczenie. Gdy miałam już zamiar powiedzieć jej "Nic ci nie jest, jestem tu, jesteś u mnie w pokoju, w domu." zamknęła oczy. Hmmm... jakiś progres.
Wydawało by się, że ponownie zapadła w sen, że śni jej się jakiś cholernie straszny koszmar, ponieważ niemiarowo oddychała, a kropelki potu wstąpiły na jej czoło.
Nagle głęboko nabrała powietrza do płuc przyciskając prawą rękę do uniesionej klatki piersiowej. Trwała tak przez chwile po czym wypuściła ze świstem powietrze. Otworzyła oczy, zmarszczyła brwi. Zdawała się być przytomna.
Nina...- Nie zdążyłam dokończyć gdy szybko zerwała się z mojego łóżka stając twarzą do mnie. jeszcze pijana czy co? Patrzyła się na mnie z szeroko otwartymi oczyma utkwionym w jednym punkcie. Była cała napięta, stała nieruchomo przyglądając się mi, choć zarazem patrząc na zupełnie co innego.
- O n a...- wyszeptała. - Musze iść. - rzuciła nagle pospiesznie kierując się w stronę wyjścia.
Byłam zbyt zdumiona i oszołomiona aby pobiec za nią czy choćby się ruszyć. Nie zrozumiałam nic, co się przed chwilą stało. Jaka o n a? O kogo chodziło? Czemu Nina tak dziwnie się zachowywała? Może lunatykuje? Jezu... ale nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało... Co jest grane?

piątek, 12 czerwca 2015

Burza...

Siedzę w moim pokoju, w którym panuje półmrok. Przede mną leży komputer a za plecami mam okna. Jest już późno choć nie dla mnie :) Odnajduje się w tym mroku, mimo jego tajemniczości oraz grozy, przez co jestem niespokojna, chodź zarazem opanowana. Tyle w tym wszystkim sprzeczności.
Jedno okno jest nie bez powodu otwarte, cisza, która wypełnia pustkę jest od czasu do czasu przerywana cichymi pomrukami nadchodzącej burzy...która okala mnie jasnym, białym światłem.
Co czujecie, gdy ją słyszycie? Nie mówię o uczuciach za dnia, lecz tych w nocy, gdy leżysz sobie spokojnie gdy nagle zaczyna grzmieć. Strach? Niepokój? Owszem, ale nie tylko. Zwykle jestem podekscytowana. Moim zdaniem jest to piękne zjawisko, równie piękne co niebezpieczne. Błyskawice przecinające niebo, jakby nierealne, jakby ze snu... a kiedy słuchać głośny huk, który sprawia, że nawet szyby zaczynają drżeć, twoje ulatniające się sny z nieba, wracają na ziemię, jak błyskawica, ulotna, lecz pozostawiająca po sobie znaczący ślad swego krótkiego istnienia.
Wzmaga się wiatr, z początku nieśmiały, jakby był tu tylko przelotnie, jednak dołącza do niego reszta i razem tworzą chór z szeleszczących liści. Wtedy dołącza do nich deszcz, także pierwotnie subtelny, delikatny. Tworzy w raz z wiatrem duet, a ich instrumentami są drzewa i  liście. Jednak burza ponownie daje o sobie znać. Wprasza się w tą cichą melodię wprowadzając dużo powagi oraz dynamiczności...Dają piękny koncert, grają dla siebie, nie potrzebują widowni i jej oklasków. Wiedzą o swojej wspaniałości oraz wyższości nad światem pod sobą. Burza jest potężna i silna, dlategoteż nie powinniśmy jej nigdy przerywać ani zagłuszać. Kto wie co wtedy zrobi... niebezpieczna oraz równie piękna, lepiej przyglądać się jej z ukrycia, wtedy nas nie dojrzy i poniesie się swojej melodii a my razem z nią przyglądając się jak wspaniale dyryguje wiatrem,a wiatr deszczem.


środa, 3 czerwca 2015

Życie to nie bajka- rozdział pierwszy (Luna)

1.Luna

- Skąd w ogóle bierzesz alkohol? - spytałam się Niny. Patrzyłam jak usiłuje zdrapać papier z butelki, która była prawie w połowie opróżniona. Nasunęło mi się kolejne zagadnienie: czy wypiła tyle przed naszym spotkaniem, czy po prostu przyniosła ją w takim stanie, popijając z niej innego dnia? Kiedy usłyszała moje pytanie, prawy kącik jej ust uniósł się lekko ku górze. Nie wiem czemu, ale prawie zawsze tak robiła, gdy ją o coś pytałam. Czy moja dociekliwość była nienaturalna? A może wyobrażała sobie, jak potoczyła by się ta rozmowa i ogólna przyjaźń ze mną, gdybym była niezainteresowana jej osobą w aż takim stopniu? Ehh.. Za dużo pytań. Uniosła głowę spoglądając w dal, jednak jej oczy nie widziały tego co powinny widzieć, obraz przysłaniały jej jakieś wspomnienia. - Wiesz, mój tata w pewnym sensie jedzie teraz na automacie.- powiedziała i spojrzała na mnie, przez co wzrok jej nieco oprzytomniał. Zmarszczyłam brwi. Niestety, może to natura, a może geny, choć geny to natura, ale wydaje mi się, że nie jestem zbyt inteligentna. A może jestem? Może po prostu nie szczycę się spostrzegawczością oraz szybkim kojarzeniem faktów? No dobra, mniejsza o to. Gdy zauważyła moją minę, która mówiła: "nie wiem o co chodzi i domagam się wyjaśnień", głośno westchnęła i przewróciła oczami. - Dobra, zapomniałam, że masz problem z kojarzeniem faktów. Brawo, trafiłaś w samo sedno. Tylko skąd ta zmartwiona mina? Gdzie znowu odpłynęła? Czy to przez moją tępotę, czy coś innego? - A więc... - Zachęciłam ją do dalszej rozmowy a także aby wybudzić ją i sprowadzić ponownie na ziemie. Wróciła przybierając poważny wyraz twarzy. - Ostatnio mój tata słabo kontaktuje ze światem rzeczywistym. Oczywiście, je, oddycha, chodzi do pracy i całe szczęście! Ale wykonuje tylko czynności niezbędne do życia, jak robot, bez osobowości. - zawahała się, jakby się nad czymś zastanawiała. - Po prostu podbieram alkohol z szafki. - Stwierdziła unosząc butelkę ku górze. - I twój tata nic nie zauważa? - Własnie chciałam do tego dojść. Widzisz, przez to, że mój tata jest takim "robotem",nie zauważa co się wokół niego dzieje. Nie spostrzega, kiedy coś zniknie. A jeżeli już widzę u niego niepewność kiedy otwiera szafkę, mówiąc " Nie było przypadkiem tego więcej?" To po prostu mówię, że ostatnio wypił trochę, czy coś w tym stylu. Najlepsze jest to, że normalnie przyjmuje to do informacji, bo tak naprawdę już nawet sam nie wie, co się z nim dzieje, nie rejestruje własnych poczynań. - Jej oczy zrobiły się lekko szklane. Jednak aby to zatuszować odwróciła głowę i pociągnęła dwa duże łyki z butelki. Zrobiła skwaszoną minę i jęknęła. - Zresztą - powiedziała łamiącym się głosem. - chyba i tak długo tutaj nie wytrzyma. Pewnie weźmie przykład z mojej mamy i skróci swoje cierpienia, od tak, nawet o mnie nie myśląc. Moi rodzice to egoiści, choć mój tata wciąż nim jest. - pociągnęła nosem. - ale wiesz co? Utrzymam go przy życiu do czasu aż skończę 18 lat. Do tego czasu potrzebuje kogoś kto zapewni mi alkohol a potem sobie sama poradzę, niech ginie, niech ten egoista i tchórz popełni to pieprzone samobójstwo! - Wykrzyczała ostatnie słowa histerycznie się śmiejąc. Rzadko przeklinała, choć ostatnio, po wypiciu zdarza się to coraz częściej. Łzy spływały jej po policzkach, mimo wszystko próbowała je powstrzymać, bez skutku. Ręką, w której trzymała butelkę, wzięła szeroki zamach i z całej siły cisnęła w pobliskie drzewo. Trafiła, a szkło rozprysło się na wszystkie strony, razem z winem, które zabarwiło trawę i inne rośliny pod drzewem, na bordowy kolor. Wyglądało to prawie jakby ktoś dokonywał tutaj egzekucji strzelając ofiarę w głowę, a krew rozprysła się na wszystkie strony. Nina nie wytrzymała. Tym razem wybuchła histerycznym płaczem, chowając głowę między nogi, zaplątując dłonie w swoje gęste bordowe włosy. Równie dobrze ona mogła być postrzeloną ofiarą. Leżałaby na ziemi, na ciemno czerwonej trawie z równie ciemno czerwonymi włosami, pozlepianymi gęstą krwią, od postrzału w głowę. Nie przytuliłam jej, nie odezwałam się. Nawet gdybym chciała, nie pozwoliłaby mi na to. Ale nie chciałabym, bo nic by to nie pomogło. Mimo że jestem tu z nią, nawet gdyby były tu setki ludzi, i tak cierpiała by w samotności. Ponieważ wszystko dzieje się w jej głowie, szczelnej, odseperowanej od świata zewnętrznego. " każda istota na ziemi umiera samotnie", tak samo mimo wszystko, człowiek żyje w samotności.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Bez weny nie ma....mnie

Co mam napisać? Hmmm... na początku powiem, że nie będzie to "typowy post" ponieważ jest dzień :P A za dnia ludzie są zupełnie inni... Przepraszam że tak długo nie pisałam, ale wykańcza mnie własne lenistwo ;)  Jeszcze do tego jestem na maksa zakręcona, cały czas o wszystkim zapominam!
W końcu udało mi się stworzyć ten post przy pomocy... komputera.

Jestem bardzo rozstrzepanym ( nie wiem jak to się pisze) człowiekiem i współczuję ludziom, którzy żyją ze mną na co dzień. Na przykład wyobraźcie sobie taką sytuacje: Idę z telefonem w ręku, gdzieś go odkładam i pięć minut później mówię, że go zgubiłam. I tak dzieje się kilka razy dziennie, nie tylko z telefonem. Codziennie rano kiedy wstaje dzieje się to samo- szukam kluczyka od szafki. Zawsze zapominam gdzie go kładę. Nie ważne ile razy ktoś mi powie, abym znalazła jakieś główne miejsce, w którym będę go pozostawiała. Kiedy to robię już następnego dnia zapominam, że w ogóle miałam jakieś ustalone miejsce. To jest trudne a spróbujcie wyobrazić sobie jakie problemy mam z zadaniami domowymi! Tak, zapisuję sobie, ale zapominam, że sobie zapisałam !Yhhhhh.....
A to ja :)
Albo jestem straaaaasznie leniwa! A lenistwo połączone z byciem zakręconym potęguje na maksa! Bycie leniwym jest trudne, a co dopiero pozbyć się tego! Najchętniej to bym siedziała, czytałam, pisała, rysowała i oglądała filmy  i nic więcej do szczęścia mi nie trzeba! Jezu... przepraszam, ale nawiedza mnie całkowity brak weny, to jest straszne, nie mam weny do niczego. Ani do nauki, pisania, rysowania, tylko czytać chcę mi się jeszcze. Dlatego przepraszam, że ten post będzie beznadziejny, ale to... to przez WENĘ. Jest tak samo leniwa jak ja, poszła sobie i nie wiem kiedy wróci... jaka z niej egoistka, zupełnie ma to po mnie, albo raczej ja po niej. Przepraszam, ale to wszystko... mam nadzieje, że moja przyjaciółka raczy mnie jeszcze ucieszyć swą obecnością :)
Przy okazji, jeśli ten blog ci się podoba to... zaobserwuj, fajnie by było :P

sobota, 4 kwietnia 2015

Coś o muzyce i nie tylko

Siedzę na kanapię ze słuchawkami w uszach, pisząc telefonicznego posta ( dla niekumatych przez telefon) Muzyka napawa mnie weną dlatego rozkoszuje się cichymi dźwiękami spokojnej oraz melancholijnej piosenki.

Szczerze?

Nie wiem o czy pisać.

Jestem w pokoju, w którym wszystko przyciąga uwagę, trudno się skupić. Chyba tak samo jest z życiem, każą ci robić jedno kiedy jest tyle ciekawych i wspaniałych rzeczy do zrobienia!  

Myśli nie poskładane w całość leżą jak porozrzucane puzzle, jednak nic do siebie nie pasuje.

Może napisze o muzyce? 
Może jest głębokie i szerokie...


Czuję, że muszę coś napisać, gdzieś się wyżyć. Niestety należę do ludzi, którzy są dość... Wybuchowi. 
Może nie widać tego w szkole, u znajomych, ale w domu... Owszem. To ten trudny wiek kiedy wszystko Cię dookoła irytuje, wkurza. Nie dokońca radzę sobie z emocjami, kiedy naprawdę się zdenerwuje,czuje, że muszę coś ROZWALIĆ. I niestety... Niektóre rzeczy... W moim pokoju i nie tylko ulegają destrukcji...
Całe szczęście, że te moje wybuchy nie są częste. Ale tak naprawdę każdy człowiek musi się jakoś wyrzyć. Niektórzy robią to po cichu, mając kompletny rozlew krwi w swojej głowie, inni używają... Przekleńst, a jeszcze inni rąk, którymi rzucają różnymi rzeczami. ( tak, to ja) Ale potrafię temu zaradzić, a odpowiedź brzmi... MUZYKA
To co piszą, że muzyka rozluźnia i uspokaja to prawda. Jeżeli jestem wkurzona słucham mocniejszej muzyki. To jest jakby ona wkurzała się za mnie, za mnie wydzierała się na cały głos i rozwalała wszystko co popadnie ( w tym moje bębenki) a potem następuje druga piosenka... Delikatna jak szelest liści na wietrze i mam wrażenie, że wypełnia moją całą głowę i nie czuje już żadnej złości tylko ciszę współgrającą z muzyką... Lubie pisać wielokropki.
Ze względu na to, że nie jest jeszcze noc i nie mam takiego myślowego i melancholijnego stanu wklejam zdjęcie naleśników, bo jestem głodna, a jak się patrzy na to zdjęcie to chce się jeść... Ale jest już troche za późno... Smacznego!! Znaczy... Dowidzenia ;)


Tutaj nikt nie jest normalny.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Czas jaki nam dano i jaki nam pozostał

Pozostało tak niewiele czasu do 24, co zwiastuje kolejny dzień sprawiając, że jest się jeszcze bliżej śmierci. Śmierć- powinna być ostatnią rzeczą o jakiej pomyśli żyjący człowiek, jednak niektórzy ludzie poświęcają jej swoje całe życie...

Do takich ludzi zaliczam się i ja, może i nie myśle o tym tak intensywnie, jednak zbyt dużo jak na osobę w moim wieku... Chyba. 
Jednak od śmierci dzieli nas czas, czy to lata, dni, sekundy, czas jest ostatnią przeszkodą stojącej na drodze do długowieczności.

Pewnie nie jeden z was siedząc na lekcji, modli się, aby wskazówka zegara przyspieszyła, nie może się doczekać końca, chce aby czas szybciej płynął... Prawda? Kto z was się do tego przyznaje?
Mimo wszystko, mimo nudnej lekcji, staram się w ten sposób nie myśleć. Powiadają, że życie jest takie krótkie, za mało czasu na to, za mało czasu na tam to... Tak mówią ludzie pragnący więcej czasu, jednak przewijający większość momentów w swoim życiu. Dlaczego? 

Ponieważ chcą pamiętać jak najwięcej szczęśliwych chwil... Aczkolwiek... Są to chwile. Życie nie składa się tylko z chwil, a tym bardziej tych radosnych. Dlatego życie wydaje się takie krótkie. 

Ja tak naprawdę pragnę aby czas płynął jak najwolniej, może to i dziwne ponieważ wiele nastolatków chcę być już dorosłym, wyglądać starzej.. Kiedy na starość młodziej. Zamiast cieszyć się dzieciństwem, które trwa zaledwie cząstkę twojego życia. A ludzie biegną, biegną, biegną.. Jakby coś ich goniło. Przewijają najpiękniejsze lata swojego życia, a potem z utęsknieniem je wspominają... Paranoja. 

Często mówię, że u mnie jest w młodym ciele stary duch. Może i jestem młoda, niedoświadczona, jak to przyszło na osobę w moim wieku zarozumiała i zawsze wszechwiedząca. Jednak głębiej w moim umyśle kryje się coś dziwnego co sprawia, że czuje się jakbym żyła od setek lat. Nie wiem w co wierzyć.


Wyobraźcie sobie. Że 2 kwietnia 2015 przeżyjecie tylko raz w życiu. Już ten dzień nigdy się nie powtórzy, bo staje się przeszłością. ( właśnie wybiła 00:00, nie zdążyłam napisać 2.04.) Jak spojrzysz na swoje życie z tej perspektywy to każdy dzień staje się wyjątkowy.

Tak naprawdę gdyby nie czas, termin, który oznacza zakończenie opowiadania, którym jest nasze życie to nie było by.. Życia. Wyobraźcie sobie, że na napisanie czegoś ktoś daje wam... Wolną wole. Nie ma wyznacznika czasu, możesz oddać wypracowanie kiedy chcesz a nawet nigdy... A co robi człowiek? Luuuuzzz... Siada sobie jedząc chipsy na wygodnej kanapie mówiąc: Mam CZAS. No właśnie . Z życiem tak nie jest, nie masz nieograniczonych możliwości, to przez śmierć. I właśnie przez to życie jest pięknie, dzieki śmierci. Bo wiemy, że na miłość nie ma wieczności, na przyjaźń, młodość, starość, nic nie jest wieczne. A to sprawia, że nasze uczucia są jeszcze silniejsze. Kochamy kogoś bo wiemy, że czas nie jest dla nas łaskawy, nie zawsze daje tyle ile go potrzebujemy...


Tutaj nikt nie jest normalny.

poniedziałek, 30 marca 2015

Pozostawiając po drodze części swej duszy

Znowu noc, ciemna, zimna. Mimo, iż widzę jedynie niby czarną kartkę papieru za oknem, wiem, że nie jest to nicość, jest to niezbadana głębia....



Nie dość, że teraz krztuszę się weną, to czas z nią spędzam na Tumblerze. 
Moim zdaniem wyzwala on moją duszę. Może jest to trochę psychiczne, jednak kiedy wchodzę na tę stronę uwalniają się wszystkie marzenia, które przedstawiasz w formie artystycznego zdjęcia, obrazu. Tumblr ma to w sobie, że jedną myśl możesz wyrazić na tysiąc sposobów. Dzięki temu poznajesz siebie... Niepozornie podoba ci się jakieś zdjęcie, mówisz sobie " Ehhh...zarebleguje bo fajnie wygląda" Lecz tak naprawdę coś musiało przykuć twoją uwagę. Inność? Trochę mrocznośći oraz grozy? Ale dlaczego akurat to?

 Co ma to zdjęcie w sobie? Co autor pragnął nam przekazać?
I właśnie TO robi z nami Tumblr. Skłania do refleksji, niby wymuszonej, niby świadomej. Każe nie patrzeć na to, na co patrzą inni. Nakłania nas do spojrzenia inaczej, głębiej, wyciągnąć z tego ile się da. Nie wszystko jest jednoznaczne. Każdy widzi to co tak naprawdę chce widzieć. Taki zafałszowany obraz rzeczywistości...
I właśnie się zastanawiam.. Istnieje coś co widzi każdy? Jakiś wspólny pierwiastek. który dostrzegają wszyscy? Może nikt nie widzi tego co naprawdę? Może to nawet nie chmury... Tak się różnimy.




 Nie wiem czy tylko ja tak mam... czy jest tu ktoś jeszcze taki? Ktoś kto z dnia na dzień,z nocy na noc w każdym zdjęciu odkrywa cząstkę swej duszy i pozostawia ją innym, oczekując zrozumienia bądź dostrzeżenia sensu istnienia tej cząstki?
Nie wiem, nie wiem jednak do końca co to wszystko ma znaczyć, co ma na celu napisanie tego posta? Nie chce aby to były jakieś puste wypociny, chyba poprostu w głębi marzę pokazać wam moją duszę? Albo wskazać wam drogę do odkrycia samego siebie? Nie chcę pisać suchych faktów na temat tego kim jestem. Pokazuje to w każdym zdjęciu na tym blogu,jakaś cząstka, większa bądź mniejsza żyje.






















Może się nie rozpisałam, może to dobrze, ponieważ więcej osób wytrwa do końca, może dotrę do większej liczby osób, może nikt tego nie przeczyta... jednak ja uwolniłam swoją kolejną myśl, w słowach i obrazach... jak tytuł mojego podręcznika od polskiego :P Poprostu polecam Tumblera, jeżeli chcesz głębiej poznać siebie, albo odkryć się na nowo, to tam wszystko się przed tobą otworzy, świat pragnień, marzeń i nadziei, które nimi zwykle pozostają, skryte i niespełnione.






Nikt tutaj nie jest normalny.





niedziela, 29 marca 2015

✰Nocna wena✰

Więc zacznijmy od tego, że jest 4:32 i jest to mój drugi post na tym blogu. Przepraszam (znowu) za to, że może on być nieco chaotyczny, nie wiem czemu, ale po prostu nie ogarniam mojego toku myślenia.

Na pewno znajdzie się osoba, która tak jak ja jest nocnym markiem, nienawidzi szkoły, tęskni za weekendem i chwilą spokoju. Tak jak ja siedzi nad ranem, w nocy ( kto jak woli) i piszę, ogląda, albo zwyczajnie patrzy w ten jasny ekran komputera. Dla mnie noc jest jak... sen. Niektóre sny są piękne, i można w nie odpłynąć. Tak samo ta noc kiedy zamiast spać robię w końcu to co kocham. Piszę, rysuje, czytam, kiedy jest ciemno za oknem  ja czuję przypływ szczęścia, bo ta ciemność daje mi spokój... a jasność, przypomina o szarej codzienności. Świeczki o słodkim zapachu gasną,, cały aromat znika i pozostaje tylko niewypełniona pustka niecierpliwie czekająca na kolejną senną noc. Gdy wszystko to powoli odchodzi odchodzę także ja, ta która cieszy się chwilą szczęścia w samotności. A więc szkoła. Szkoła równa się codzienność, ludzie, ocenianie, hałas, przytłoczenie. Czyli wszystko co najgorsze.





Dla niektórych szkoła to całe życie, w szkole JEST ich życie, w niej wszystko się dzieje, a kiedy wracają do domu, to myślą tylko o tym co dzieje się w szkole, ONI NIĄ ŻYJĄ. Kiedy ja mam zupełnie na odwrót. Ja szkołę traktuję jak zwykłą rutynę, od której zwykle ratują mnie bliscy przyjaciele, Co prawda jest ich niewielu, jednak są na tyle wielcy by wyciągnąć mnie z tego błędnego koła. Idę do szkoły, siedzę na lekcjach, gryzdam po zeszytach, ukradkiem słucham muzyki, czytam książkę pod ławką, rzadziej skupiam się na lekcji ;) ( Nie wyciągajcie pochopnych wniosków, walczę o świadectwo z paskiem, może ostatnio się stoczyłam jednak nadal mam szansę)
Kiedy szkoła się kończy, wracam do domu, czuję uuuulgę... moge odetchnąć i nabrać powietrza, którym się nie uduszę. Właśnie, szkoła mnie dusi. Jak ja mam rozwijać swoją kreatywność? Kocham pisać, jednak wypracowania to nie to. Rysowanie, miałam zajęcia artystyczne a teraz gdzie się one podziały? Dlatego całą swoją wyobraźnie uwalniam w domu i poddaje się swoim pasją.
Kocham czytać, czy to blog czy książka, cz gazeta... NIE WAŻNE, czytanie rozwija wyobraźnie, a moja jest niebezpiecznie bujna, Oglądam filmy, czasami takie zwykłe, by się pośmiać i mieć trochę luzu, bądź jakieś głębsze dające do myślenia. Można dużo wymieniać,  mam na dzieje, że poprostu wiecie jak to jest.

Nie zapominajmy kim jesteśmy, a jeżeli zgubiłeś siebie w tym wciąż goniącym na przód świecie, nie śpij, żyj.




Tutaj nikt nie jest normalny.

Diss na świat..

Założę się, że i tak nikt tego nie przeczyta, ale potrzebuję miejsca, które będzie kubłem na wszystkie moje problemy, przemyślenia. Takich rzeczy nie można zostawiać w swojej głowie, ponieważ one zalegają i potem będzie jeszcze trudniej się ich pozbyć.
Sorry... ale nie ogarniam tego całego bloggera, może mój blog nawet nie jest jakiś taki... wyjątkowy z wyglądu, ale wiecie co?  Mam to gdzieś :) Skoro i tak nikt tego nie przeczyta...
"Spędzam dużo czasu w mojej głowie"


Nie przeklinam, przede wszystkim nie na głos. Jednak wyrzucanie z siebie wszystkich okropnych myśli za pomocą okropnych słów jest wyzwalające ;P Pewnie gdyby cały świat krzyknął za jednym razem głośno "KURWA" to wszyscy odetchnęliby z ulgą. Z tym pewnie i ja tak więc przepraszam za wszystkie niestosowne słowa na tym blogu, jednak... BOŻE ZA CO JA ZNOWU PRZEPRASZAM!!! Wkurza mnie, że za wszystko przepraszam, źle podam piłkę, przepraszam, ktoś mnie szturchnie, a ja- przepraszam. Mam już dość przepraszania kiedy nie jest się winnym, tak naprawdę powinnam mieć to wszystko w dupie jednak ja nie należe do tych osób.

Nienawidzę ludzi.

Nienawidzę tego, że za wszystkie swoje błędy obwiniają innych. Bo najlepiej jest obciążać drugą osobę, iść na łatwiznę.

Nienawidzę braku akceptacji. Tyle się o tym mówi, a kiedy dochodzi co do czego jest zupełnie na odwrót. Jesteś inny, nie możesz być fajny. Ludzi którzy należą do grona specyficznych osób są zwykle odrzucane przez społeczeństwo, ponieważ ludzie boją się nowych rzeczy, ludzie się boją nas, ekscentryków. 
Ja właśnie przez moją "inność" miałam problemy w podstawówce. W czwartej klasie przeniosłam się do innej szkoły. Wszystko było by ok gdyby nie to, że jestem dość nieśmiałą osobą, a przez zmiany, które tak szybko nastąpiły wtedy w moim życiu sprawiły, iż kompletnie zamknęłam się w sobie. Miałam także dość niecodzinne zainteresowania, i dużo o tym mówiłam. Stworzyłam swój wizerunek:
dziwna
cicha
zamknięta w sobie
wariatka
nienormalna
dziwna
dziwna
dziwna




Tak właśnie ludzie mnie widzieli. "dziwna"Płakałam. Dużo płakałam. Byłam poprostu nieszczęśliwa. Samotna. Sama chodziłam na przerwach. Ludzie mnie nie rozumieli, to przez ludzi tak się stało, ale i też po części przeze mnie. Chyba tak cicho, w mojej duszy mi szeptało : Nie smuć się, przecież ty tak naprawdę chcesz być inna, chcesz być wyjątkowa...
Czym jestem starsza tym bardziej akceptuję, że jestem dziwna, ale dzięki temu wyjątkowa. Mam swój własny świat, bezpieczny i nietyklany i wyjątkowy jak ja. 
"Opowiedz mi historię, O tym jak słońce tak
bardzo kochało księżyc, że umierało
 każdej nocy, aby dać mu odpocząć"
Ludzie myślą, że jak są lubiani, popularni to wygrali całe życie! Gdy są w centrum uwagi mogą poczuć się lepsi, dumni... A tak naprawdę to ich niszczy...

Nie wiem, co to znaczy być normalnym, co to norma? Każdy jest inny i stwarza własny wizerunek. Jednak niektórzy się tego wstydzą, chcą się wpasować w otoczenie, być jak reszta. Ale według mnie, największym sukcesem jest nie dążenie do tego.







Tutaj nikt nie jest normalny.

                                                                                                                                        Vanilia