Samotność pośród tłumów

  • wtorek, września 04, 2018
  • By Marcyś
  • 2 Comments


Pierwszy prawdziwy, szkolny dzień mamy już za sobą. Cudownie. Pomimo, że od ostatniego dnia, kiedy siedziałam w klasie z głową na ławce, przyglądając się wolnym ludziom na zewnątrz i zarazem odliczając minuty do dzwonka minęły ponad dwa miesiące, to gdy znów usiadłam na krześle pośród tych samych osób, w tej samej sali oraz ze znużeniem wpatrując się we wchodzącą do klasy tą samą nauczycielkę, coś sobie uświadomiłam. Człowiek z biegiem czasu tak przyzwyczaja się do otaczającej go codzienności, że nawet po tak długiej przerwie odnosi wrażenie, że równie dobrze wszystko co działo się kiedyś, mogło zdarzyć się wczoraj.

W jednym momencie cała magia leniwych wakacji prysnęła jak karoca Kopciuszka o północy i w ciągu kilku sekund weszłam w szkolny rytm, nie przesadzam. Jakbym dopiero co poprzedniego dnia, skończyła lekcje o piętnastej, wróciła do domu, robiła swoje po czym poszła spać aby dzisiaj znów leżeć na ławce wpatrując się w kamienice po drugiej stronie ulicy na tle błękitnego nieba. To takie dziwne, a jednocześnie do bólu normalne. Tak samo normalne jak zapowiadanie już pierwszego dnia sprawdzianów oraz kartkówek, oj tak, wspaniałe uczucie.
W każdym bądź razie wróciła po części depresja wrześniowa. Mimo, że starałam się z uśmiechem przywitać nowy dzień, to gdy usłyszałam drażniący dźwięk budzika, moja głowa krzyknęła tylko: "NIEEEE TYLKO NIE TO!!!"
Krzyczy tak do teraz XD
Tak naprawdę to nie chodzi już o szarą codzienność, natłok obowiązków czy przedmaturalną presją( czy próbna matura w listopadzie to normalka, serio tak wcześnie?!), szczerze odpowiadam sama przed sobą
Chodzi o ludzi
albo raczej
o mnie
jak zwykle.
Wchodząc do szkoły automatycznie przybrałam obojętny wyraz twarzy i z pod wpółprzymkniętych oczu lustrowałam otoczenie. Tłumy i to takie, że ledwo przecisnęłam się do mojej klasy na końcu korytarza.
Moja klasa.

Mimo, że już minęły dwa i pół roku szkolnego ja nadal do końca nie zdążyłam się w niej zaaklimatyzować. Miałam jakiś przebłysk pod koniec zeszłego semestru, ale odniosłam wrażenie, że w ciągu tych dwóch miesięcy wszystkie przedwakacyjne kontakty z ludźmi z klasy wyparowały niczym woda z kałuży podczas upalnego, letniego dnia.

Przeraża mnie to, choć od początku liceum przekonuje siebie czy innych, że tak naprawdę mam to wszystko gdzieś, że potrafię być niezależną osobą, którą nic nie obchodzi, to w rzeczywistości to jedno, wielkie kłamstwo. Każdego dnia czuje się jak intruz, jakbym nie była na swoim miejscu, jakby ta szkoła nie była moją szkołą. Ludzie wokół mnie prowadzą własne życia bez problemu śmiejąc się oraz rozmawiając ze swoimi rówieśnikami. Zawsze z niedowierzaniem przyglądałam się temu z nieukrywaną fascynacją próbując jednocześnie zrozumieć jak to jest tak łatwo nawiązywać kontakty. Gdy tylko sama próbuje dokonać tego, co robią wszyscy wokół, to tworzy się we mnie blokada. Jakbym była w więzieniu i mogła rozmawiać z kimś jedynie zza żelaznych krat. Moja głowa cały czas wykrzykuje obelgi pod moim adresem, nawet już nieważne jakie.
Mimo to staram się uśmiechać, odpowiadać grzecznie kiedy ktoś mnie zagaduje, a czasami samemu wychodzić z inicjatywą. Jednak to wszystko jest takie... płytkie oraz powierzchowne, jakby nie posiadało głębszego sensu.
Nie wiem.

Będę próbować dalej, w końcu i tak został mi ostatni rok, może jest także ostatni dla wprowadzenia decydujących zmian? Kto wie, kto wie...



Tutaj nikt nie jest normalny.


You Might Also Like

2 komentarze

  1. Przyznam szczerzę, że sama dostrzegam moją mniejszą ekscytacje tym rokiem... Może wywołane to jest tymi początkowymi nudnymi gadkami nauczycieli na każdej lekcji? Nie wiem. Na pewno chcę jakoś uchronić się przed tą monotonnością o której wspomniałaś, bo czytając to i zrozumienie, że rzeczywiście tak jest trochę mnie przestraszyło. Po za tym to mam nadzieję, że w końcu przestawię się na wstawanie rano, bo póki co to naprawdę jest katorga ;D


    vebth.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na początku też miałem ogromny problem z zaklimatyzowaniem się w liceum. Obecnie nie mówię, że nie mam znajomych ale ci ludzie z klasy są po prostu obojętni. Grupka przyjaciół których się trzymam mi wystarcza i nie kusi mnie zaprzyjaźnienie się z całą szkołą :D
    Dla mnie klasa maturalna to horror :o cały czas powtórki i materiał bieżący prócz tego. Nie wyrabiam jak narazie :(

    OdpowiedzUsuń